Wyższa Szkoła Handlowa
Wyższa Szkoła Handlowa
ul. Słoneczna 1, 97-300 Piotrków Trybunalski
Tel./fax: (44) 645 21 00, (44) 645 21 01
dziekanat@wsh.net.pl rekrutacja@wsh.net.pl
- REKRUTACJA ON-LINE - zapisz się na studia nie wychodząc z domu!
aplikuj!




Kontakt

Logo szkoły ul. Słoneczna 1
97-300 Piotrków Trybunalski
Tel./fax:
(44) 645 21 00
(44) 645 21 01

Kontakt Napisz do nas

dziekanat@wsh.net.pl
rekrutacja@wsh.net.pl
baner
Jesteś tutaj: Strona główna > Aktualności

EWA BEM W WSH: NA SCENIE ZAWSZE GRAM O WSZYSTKO





Tegoroczna Gala wręczenia statuetki „PIOTR 2010” dla osobowości roku w Piotrkowie Trybunalskim odbyła się w auli Wyższej Szkoły Handlowej 15 października 2010 r. Swoim recitalem uświetniła ją Ewa Bem. Tytuł i statuetkę „Piotra 2010” otrzymał Marcin Obst - dyrygent i twórca chóru METANOIA p.JPII. Statuetki "Piotrusiów” otrzymali: Szymon Miazek, społecznik, działacz Forum Młodych Socjaldemokratów oraz Dorota Brożyńska, założyciel i dyrektor Przedszkola im. bł. E. Bojanowskiego.
Plebiscyt organizowany jest od 1998 roku przez zarząd i redakcje Radia Strefa FM Piotrków, „Tygodnia Trybunalskiego” oraz Portalu epiotrkow.pl. Jego laureatami na przestrzeni lat byli społecznicy, politycy, dyrektorzy różnych placówek, przedsiębiorcy.
Trzynastą Galę „Piotrów”, która odbyła się w auli nowej siedziby Wyższej Szkoły Handlowej im. Króla Stefana Batorego w Piotrkowie Trybunalskim przy ul. Słonecznej 1 swym koncertem uświetniła Ewa Bem. Tuż po koncercie, któremu towarzyszyła ciepła atmosfera, humor, niezapomniane wrażenia muzyczne oraz znakomity kontakt wykonawców i publiczności, artystka udzieliła wywiadu, którego zapis prezentujemy niżej.

- To nie jest Pani pierwsza wizyta w naszym mieście…
- Nie, to nie jest pierwsza wizyta i nie pamiętać tego, to byłoby karygodne niedopatrzenie. Piotrków to bardzo dobrze znane mi miejsce i za każdym razem wywożę stąd bardzo miłe wspomnienia i impresje.
- Czy prawdą jest, że nie lubi Pani podróżować, ponieważ, kiedy przyjeżdża do nowego miejsca nie ma nigdy dużo czasu przed koncertem, by zobaczyć, jak dane miasto wygląda? Dziś chyba też nie było zbyt wiele wolnego czasu?
- Dziś, przyznam szczerze, było go jeszcze mniej, niż zwykle. Właśnie tak jest – przyjeżdżamy i widzę tylko tyle, co zza okien samochodu w drodze do miejsca, do którego mam dotrzeć. Mimo to jakiś ogólny wizerunek jawi się zawsze. Dziś, kiedy dojechałam do Wyższej Szkoły Handlowej, gdzie się teraz znajdujemy, byłam pod wrażeniem – urocze miejsce, piękny budynek – tchnie Europą. Uważam w ogóle, że miasta takie jak Piotrków, których wiele odwiedzam w Polsce, bardzo idą w siłę. To mnie szalenie buduje, bo kocham małe miasteczka i ludzi w nich żyjących. Z jednej strony im bardzo zazdroszczę takiego spokoju, z drugiej strony trochę im współczuję, bo może czasem czekają dłużej na jakieś na przykład dotacje, czy inną pomoc, aby móc się rozwijać. Ale ja naprawdę zauważam kolosalną poprawę.
- Podczas dzisiejszego recitalu szczególnie ciepło publiczność przyjęła piosenkę „Por favor” z ostatniej płyty. Płyty wyjątkowej, bo jak dziś Pani przypomniała, to pierwsza płyta, na której potrzeby pisała Pani teksty. Wcześniej zdarzało się już Pani pisać teksty dla siebie, ale skąd taka myśl, skoro wcześniej Osiecka, Przybora…
- To dobrze postawione pytanie… Skoro przez całe lata śpiewa się teksty Przybory, Młynarskiego, Osieckiej, Korczakowskiego, Czubaszek, to człowiek nawet nie myśli o tym, by się kiedykolwiek zmobilizować, pokusić o coś podobnego. Podczas pracy nad ostatnią płytą „Kakadu” była taka sytuacja, że muzyka napisana przez Joachima Mencla była jakoś niezwykle trafiona „we mnie” i ja miałam wielki apetyt, żeby do nich dopisać jakieś swoje dwa słowa. Musze powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego, że tak się stało, choć zdaję sobie sprawę z mankamentów tych tekstów. Prawdę powiedziawszy jednak, gdyby ktoś chciał prześledzić je dokładnie, znalazłby w nich jakąś bardzo głęboką moją prawdę i myślę, że to jest tego warte.
- Dziś w  Piotrkowie zabrzmiały bardziej i nieco mniej znane szerszej publiczności piosenki Ewy Bem. Są w Pani repertuarze takie, które wykonuje Pani z większą satysfakcją, niż inne?
- Chyba już kiedyś próbowałam odpowiedzieć na podobne pytanie. Wydaje mi się, że kiedy śpiewam – bardziej chyba należy to nazwać utworem, pieśnią, niż piosenką – „Gram o wszystko” z muzyką Jerzego Wasowskiego i słowami Wojciecha Młynarskiego, wtedy czuję się naprawdę „w siodle”, że to jest naprawdę o mnie. To była piosenka, którą po śmierci męża przekazała mi pani Maria Wasowska. Byłam jej pierwszą odtwórczynią i czuję, że się tak do niej przytuliłam, choć wiem, że wiele młodych dziewcząt się za tę pieśń zabiera. Zawsze śpiewam to z wielką ochotą. Musze powiedzieć, że przez te – to już tyle! – czterdzieści lat, ja naprawdę nie zaśpiewałam niczego, co my mi całkowicie nie odpowiadało, czego musiałabym się kiedyś wstydzić albo z tego tłumaczyć. Repertuar wybierałam zawsze swoim sercem i artystyczną intuicją, dlatego praktycznie wszystkie swoje piosenki po prostu lubię. Ciekawa historia wiąże się jednak z piosenką „Moje serce to jest muzyk”. Ja to śpiewam od lat, ale przyznam, że nie jest to moja ulubiona piosenka (uśmiech). Może dlatego, że była to piosenka napisana przez Jacka Mikułę nie dla mnie, a dla kogoś innego, a ja po prostu otrzymałam telefon, że mam wsiąść w pociąg, przyjechać i zaśpiewać „Serce to jest muzyk”. Tak zrobiłam, a ta piosenka ze mną potem poszła w świat,  choć miałam do niej stosunek ambiwalentny, a może nawet gorszy. Jednak, co znaczy siła nawyku… To wspaniale napisana piosenka, ale ponieważ nie była tylko dla mnie, to smakuje trochę inaczej.
- Każdy artysta wychodząc na scenę prawdopodobnie czuje, że właśnie „gra o wszystko”. Dziś w Piotrkowie miała Pani świetny kontakt z publicznością – jaka jest Pani recepta na to, by na scenie i w kontakcie z audytorium „wygrać wszystko”?
- Każdy artysta – większej i mniejszej miary, każdy, kto wychodzi na scenę z jakąś własną świadomością, na pewno gra o wszystko i idzie na całość. Różnie to wypada, bo jak to powiadają – „każdy orzeł, jak może” (uśmiech). Jestem przekonana, że tak właśnie jest. Mnie to także dotyczy i nie mija, a wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że się nasila. Każdy kolejny koncert, jaki śpiewam, bez względu na to, czy większy, czy mniejszy, traktuję, jako coś zupełnie nowego, pierwszego i wyjątkowego. Wszystkich, którzy zajmują się tym, że wychodzą na scenę i w jakimś sensie korespondują z publicznością – proszę, żeby jeśli poczują, że jest to im w pewnym sensie jakoś obojętne, niech zejdą ze sceny i udadzą się w jakieś inne rejony. To jest coś, co się publiczności należy i jest dla mniej bardzo ważne.
- Czy jest coś, co przed koncertem dodaje Pani siły i energii? Pani wyjście na scenę w Piotrkowie poprzedził pewien gest…
- (uśmiech)  … zawsze sobie „klapiemy w łapy”. Czy jestem z dużym składem – tak jak w przypadku repertuaru z płyty „Kakadu”, siedmiu muzyków, chórki – czy też z mniejszym, wszyscy „klapiemy sobie w łapy” przed wyjściem na scenę. Muzycy muszą trzymać się razem. Ja też jestem muzykiem, a nie wokalistką, która występuje z muzykami. To jest bardzo ważne, żeby wymienić energię, bo to się potem przenosi na atmosferę, na współdziałanie na scenie. Moi muzycy nigdy mnie nie opuszczają. Niedawno miałam tzw. „trudny” koncert, ponieważ duża część publiczności była zainteresowana zasadniczo swoim stołem i bardzo było ciężko sprowokować ją do wspólnego działania. Ten bastion moich kolegów i koleżanek, którzy są ze mną na scenie i działają w tę samą stronę, to jest coś, czego nie da się niczym zastąpić. Dlatego ja jestem wielką przeciwniczką śpiewania z półplaybacku. Uważam, że to jest katastrofa dla artysty, który się wystawia na jakieś ciężkie próby.
- Dlatego dziś w Piotrkowie nie żałowała Pani chyba głosu…
- … co zapewne teraz słychać (uśmiech).
- Płyta „Kakadu” ukazała się trzy lata temu. Czy myśli Pani już o nowych piosenkach, o nowym albumie?
- Nie tyle myślę, co będę realizować plan, który „kłuje” mnie od lat – że nie mam jeszcze do tej pory nagranej płyty live z Andrzejem Jagodzińskim i jego trio. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale się stało. Nie mam też płyty z Wojciechem Karolakiem, z którym nagrałam tak wiele przepięknych piosenek. Ja myślę, że teraz będzie czas na takie najważniejsze dla mnie remanenty.
- Ostatni studyjny album zespołu „Bemibek” jest dostępny na płycie kompaktowej, czy tylko jako kaseta analogowa?
- Ona się ukazała, ale oczywiście ślad potem po niej zaginął. Tam jest bardzo dużo pięknych piosenek. Jak tylko wypełnię pierwsze postulaty remanentów, to zabiorę się za te drugie, choć sama już nie wiem, które są ważniejsze. Niedawno widziałam w telewizji program „Szansa na sukces”, w którym występował Wojciech Korda. Śpiewano jego piosenki sprzed ogromnie wielu lat. Byłam pod maksymalnym wrażeniem, że to są kapitalne numery. Może powinniśmy trochę więcej uwagi wymagać ze strony mediów wobec tego, co zostało stworzone trzydzieści czy czterdzieści lat temu.
- … a media zapominają o tym?
- Absolutnie. Okazjonalnie się o tym pamięta. Ja rozumiem, że trzeba grać to, co jest modne i aktualnie na topie. Ostatnio słyszałam w „Trójce” piękny cykl, chodziło o sprawy wspomnieniowe. Słyszałam audycję z Karin Stanek, Kasią Sobczyk, Niebiesko-Czarnymi, Czerwono-Czarnymi i jestem pod wrażeniem, że to była taka muza. Myśmy naprawdę coś mogli.
- Była Pani przewodniczącą jury w programie, w którym prezentowali się młodzi wykonawcy. Jak oceniłaby Pani w tej chwili polski rynek muzyczny pod względem poziomu artystycznego?
- Nie mam dobrego rozeznania, nie chciałabym więc czegoś zaniedbać, ale muszę powiedzieć, że jest na pewno ogromnie dużo zdolnej młodzieży, która nie ma co z sobą począć i nie wie, w którą stronę ruszyć. Dla nich nie ma żadnych wskazówek i ja także nie wiem, co im poradzić. Oni muszą się oddawać w ręce różnych jurorów i chodzić do różnych programów. Jurorzy też są różni, zdarza się, że się na tym kompletnie nie znają i mogą komuś zrobić wielką krzywdę.
- … a wiele osób utalentowanych po tych programach zniknęło…
- Oczywiście. Pamiętam kilka świetnych głosów z różnych programów i ślad po nich zaginął. To jest przerażające, dlatego ja bym nie chciała nigdy, przenigdy jeszcze raz tego wszystkiego zaczynać. Współczuję tym, którzy są dobrzy, bo oni w większości na pewno będą mieli „pod górę”.
- Ale jeśli ktoś ma osobowość i talent, no i może trochę szczęścia, to chyba pozostanie?
- No, niestety, tego szczęścia teraz trzeba niestety trochę więcej, niż może kiedyś. Media, rynek są bezlitosne, a drugiej strony mało jest osobowości. Ludzie chcą szybko coś osiągnąć i zapominają o tym, że najpierw powinni się rozwinąć, otworzyć, coś wiedzieć, czemuś służyć, a potem dopiero od tego odcinać kupony.
- Tym przesłaniem dla młodych artystów zakończmy naszą rozmowę. Dziękujemy pięknie za spotkanie.
- Bardzo dziękuję i wszystkich z całego serca pozdrawiam.

Rozmawiali Robert Gala i Anna Warych


« wstecz
Nasi goście i wykładowcy
mł. insp. Dariusz Walichnowski
Komendant Miejski Policji w Piotrkowie Trybunalskim
dr Jacek Saryusz-Wolski
Europoseł
Krzysztof Chojniak
Prezydent Miasta Piotrkowa Trybunalskiego
Jan Krzysztof Bielecki
Przewodniczący Rady Gospodarczej
Cezary Grabarczyk
Wicemarszałek Sejmu RP
Grzegorz Napieralski
Poseł na Sejm RP
John Godson
Poseł na Sejm RP
Jacek Rozenek
trener i coach oraz popularny aktor teatralny, filmowy i telewizyjny
Hiroshi Matsumoto
Radca Ambasady Japonii
Bogdan Klich
Senator Rzeczypospolitej Polskiej
Lech Wałęsa
były Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Leszek Miller
Przewodniczący SLD
Taras Rudko
Wicedyrektor Muzeum Historycznego we Lwowie
Katarzyna Rogowiec
Medalistka paraolimpijska, mistrzyni Polski, Europy i Świata w narciarstwie klasycznym i w lekkiej atletyce
Walery Szwiec
RADCA AMBASADY FEDERACJI ROSYJSKIEJ W POLSCE
prof. dr hab. Lech Kaczyński
były Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Ryszard Kalisz
Poseł na Sejm RP
Febe Potgieter-Gqubule
Ambasador Republiki Południowej Afryki w Polsce
Donald Tusk
Przewodniczący Platformy Obywatelskiej
Ibnu Sanyoto
Ambasador Republiki Indonezji
Akira Tajima
Dyrektor Ośrodka Informacji i Kultury Ambasady Japonii
prof. dr hab. Małgorzata Pietrasiak
Wykładowca WSH